wtorek, 28 grudnia 2010

zetrzeć

głupie ludzie przyszli i śnieg poprzestawiali
teraz żaden bałwan nie może stać spokojnie
i świat topi się suchy ląd zmienia w bagno
można się poślizgnąć serce złamać o chodnik

choinka sztuczna ta prawdziwa z igłami
aj kuje w krzyżu babcia nie widzi nic tu
po mnie nie spływa woda w wannie karp kapie
krew bardziej czerwona niż nasza piosenka
( o Jezusie piosenek nie lubię milczeć pro)

szczerze fatalne ukrywają się w sobie
prezenty których odpakować nie chce nikt
wie o tym doskonale w jasełkach gra osła
taka ROLA jeśli zdołasz wymówić sobie
( dziki ryk)

jakoś idzie po drodze po mąkę na ciasto
kruche jest rozsypane w drobny mak zetrzeć

wtorek, 14 grudnia 2010

zimowo

Bez kitu ludzie powinni zapadać w sen zimowy.
To mnie ogranicza.
Czekam na wiosnę.

środa, 24 listopada 2010

Śnieg spadnie i zakryje wszystko.

Po zdjęciu czarnych okularów
ten świat przerażający jest tym bardziej.
Prawdziwy jest. Właściwe barwy
wpełzają we właściwe miejsca.
Wąż ślizga się po wszystkim, co napotka.
Właśnie nas dotknął.

Niczego o nas nie ma w Konstytucji.

Śnieg spadnie i zakryje wszystko.
Na razie widać jednak miasto
- czarną kość rozjaśnioną niekiedy światłami
maleńkich samochodów, usiadłem wysoko
i patrzę. Wieczór. Już zamknięte
wszystkie wesołe miasteczka.

Niczego o nas nie ma w Konstytucji.

Po zdjęciu czarnych okularów
ten świat przerażający jest tym bardziej.
Szedł z nami pies i śmierdział. Wszystkie dokumenty
uległy rozkładowi. Wszystko, co kochałem,
uległo rozkładowi. Jestem zdrów i cały.

Pod wulkanem
urodziło się
DZIECKO!

Marcin Świetlicki
Pod wulkanem

poniedziałek, 22 listopada 2010

ręce masz zajęte milczeniem

,,piszemy do siebie. dziwne to pisanie, bo ręce masz zajęte
milczeniem. pokój twój taki mały i cichy, że nawet
kołowanie gwiazd słychać. ostatnio, kiedy cię widziałam,
karmiłeś sobą ptaki. wszystko już zaszło rdzą, przeszło;
mgła, tynk i powietrze. tylko oczy, jak sód świecąc, biegną
po Czarnej Przemszy. nie Odrze. rozgałęzią się, rozpędzą
w ogień. zbledną.

trzeci miesiąc podnoszę spadające ptaki. pod dno
schodzę. przesuwam trawniki. wyświecam się. krwawię."

Wojaczek

środa, 17 listopada 2010

złamana granica

Widzę jak spadają w przepaść
Zawsze te które kocham
Wybierają łatwiejsze rozwiązania
Nieistniejące krainy
Jak bronią się przed prawdą
Wybierają iluzję
a ja jestem na granicy chaosu szaleństwa i trzeźwości umysłu z dobrze rozwinięta intuicją i czujnym okiem, tak by móc to zobaczyć, przewidzieć, zrozumieć
a jednocześnie zupełnie bezsilna
Zawsze pomiędzy, z boku, na zewnątrz
Jeszcze nie tam i wcale nie tutaj
Już się nie łudzę
niczym
nie szukam szans
Karty nierówno rozdane
i porozrzucane przez wiatr
Nie ma przypadków
Przychodzi zwątpienie totalne

Czytałam te posty, są praktycznie o tym samym
Nie potrafię powiedzieć czy się zmieniłam
Nie umiem tego zatrzymać

niskie loty
to są bardzo niskie loty
w przepaść

boli mnie patrzenie


Kołysanka

śpij; w ciszy, w cieniu sinym śpij,
śpij w ciepłym ciele nieba o siwej godzinie
świtu, szarego świergotu,

śpij, stół przy oknie nasiąkł krwią
pod białym plasterkiem kartki, którą wczoraj
pokryłeś literami okrągłymi

śpij, nie budź się, świergocze świt
i szary szum sitowia szepcze cicho:
śpij, w śnie się schowaj, umilknij przed
mroźną zawieją ciał jak ty skulonych,
którym ze skroni spływa nikła nitka krwi,

uciekaj za zamknięte
okiennice oczu
(nie ty będziesz zasuwać ich powieki,
śpij),
skryj się za drzwiami
uchylonych ust
(nie ty będziesz im szczęki podwiązywać,
śpij),
schroń się za ścianę
rozgrzanej pościeli
(nie ty masz ich nakrywać prześcieradłem),

śpij, w ciszy, w świetle ostrym śpij,
ze stołu krew spłynęła, lśnią czarne promienie
okrągłych liter, zwrócone do wewnątrz;
w te kolczaste obroże pora wcisnąć szyję,
musisz już wstać

Stanisław Barańczak


w nieistniejących krainach jest wiele rzek
(w żyłach płynie konfident)


idę i będę szła
z wyprostowanymi plecami
wybieram ból
(istnienie)
przychodzi
przechodzi
rozkłada się na ilość dni
pusty mętny wzrok

mogła bym
w tym trwać
popłynąć
odurzyć się
kłamstwem

zamiast
pójdę przed
siebie
dalej
w sobie
sobą

piątek, 12 listopada 2010

13 listopada

moje dłonie
mówią mi wiele
o tym kim
nie jestem
i nigdy nie będę


poranki
ból
nieunikniony?
- można przespać

niedziela, 7 listopada 2010

02:19

Na zewnątrz mgła.



,, Spotkajmy się w John'u Malkovichu za godzinę"

?

sobota, 6 listopada 2010

metamorfozy

i nawet
do bycia
nikim
trzeba dorosnąć!

Żarty, żarciki, człowiek demolka i leady destrukcja

Chroniczny brak perspektyw.
I święty Juda tu nie pomoże:P

Umierać i zmartwychwstawać kilka razy w tygodniu to jest na prawdę męczące.
Się kręci męci!

Obracam to wszytko w żart i jest dobrze.
Pytanie.
Gdy żarty kończą się.
Co pozostaje?

Już nie De.
Dynamit, Domestos kończy się!
Dużo de do (de)du...kuje nie stosuje D.

targana sobą
jesiennie
promiennie


nigdy człowiek nie jest tak wielki jak wtedy gdy klęczy
Monika Lewinsky


Ołówkiem zapisuje ( jak co zawsze można wymazać)
niedbale słowo nowe me i to nie na de i do D też nie
!

pokora.

piątek, 29 października 2010

Nie moja jest racja i nią jest PROWOKACJA!

Kobiety - pistolety!:)

,, Wezmę torebkę żebym nie czuła się naga."

Mental cut







DOJRZEWANIE
DORASTANIE

wtorek, 12 października 2010

usterki

trwa
se-lekcJA

Przepraszamy za usterki!
Abonent czasowo niedostępny.

Na wszystko za późno, na nic za wcześnie.

czas zamknąć
szklane nieme
drzwi
otulić się
we mgle
rozpłynąć

Ja

moja - nie moja
moja jest tylko
PARANOJA!

sobota, 9 października 2010

Miron Białoszewski AUTOPORTRET ODCZUWALNY

Patrzą na mnie
więc pewnie mam twarz.

Ze wszystkich znajomych twarzy
najmniej pamiętam własną.

Nieraz mi ręce żyją zupełnie osobno.
Może ich wtedy nie doliczać do siebie?
— — —
Gdzie są moje granice?
— — —
Porośnięty przecież jestem
ruchem albo półżyciem.

Zawsze jednak
pełza we mnie
pełne czy też niepełne,
ale istnienie.

Noszę sobą
jakieś swoje własne
miejsce.
Kiedy je stracę,
to znaczy, że mnie nie ma.
— — —
Nie ma mnie,
więc nie wątpię

wtorek, 5 października 2010

...

to jest to bagno
już nim rzygam
ale jeszcze
sobie popływam

Czerwony gryzie się z różowym

Panicznie granicznie słodkie wypierdalaj niosę Ci.
(Bo moje słowa to wiatr wiejący w stronę Twoich myśli).
Teraz się tym bawię
wszytko to układa się w jedno K.
słowami
milczę o Tobie
milionami słów
niestarczy
starczy to jest dom!!!!!!!!!!!!!
A Ty spałaś
na ganku spałaś
bo drzwi za daleko
2 kroki
kroki
jeszcze trzeba umieć
stawiać
i nosisz żelka w kieszeni od dwóch lat (zawsze dwa-;podzielne na dwa reszty nie trzeba
bez reszty przepadam
za Tobą dzielenie mnożenie dodawanie udawanie na
raz dwa raz dwa
żryj żelka!)
brudnego żelka misia co zawsze chcesz zjeść i nigdy
nie wyrzucisz
kim jesteś
nie wiesz
pytasz
czy to
czwartek
- TAK KURWA OD PIĘCIU DNI!
ja lewituję ja lewituję
- TAK TY LEWITUJESZ GŁOWĄ DO ZIEMI!
co ja z Tobą
mam
co ja mam
(bez)
Ciebie
się
j

bla bla bla
mój ból wyprowadzam za spacer
jestem ogryzek

piątek, 1 października 2010

Monstrum

,,Monstrum opanowuje tron
zabiera mój dom
koniec stulecia
pełnego śmiecia
takiego stulecia
ja bym wam nie polecał".

środa, 1 września 2010

ODROBACZANIE

,, Połączenie wewnętrzne są bezpłatne"
Czyżby?

poniedziałek, 28 czerwca 2010

kolejny dzień

Jak tak dalej pójdzie, wakacje nie wakacje-zwiedzanie sufitu.
Deszczowe sny nie umierają, nawet w pełnym słońcu.
Potrzebnych kilka decyzji, by móc "to" ruszyć.
Najpierw zaliczenie semestru (oby).
Braków mam pod dostatkiem ( pod każdym względem).



Za kilka dni stuknie mi oczko.
Styknie mi wieczne 19, ale nie ma tak łatwo, musi się kręcić,
(choćby w środku było martwe).

Nawet już nie dbam o to, żeby to było jakoś napisane.
Jest
JAKOŚ.

wtorek, 22 czerwca 2010

poniedziałek, 14 czerwca 2010

migawki

sen deszczowy


Istnieje cel, to co nazywamy drogą jest wahaniem.

Kafka

niedziela, 6 czerwca 2010

granice dostrzegalne

Każda najprostsza rzecz na świecie
jest taka trudna
poplątane kable
zerwane połączenia

W poszukiwaniu pustych miejsc.

Nie istnieją.

Nie ma miejsc bezbarwnych i bezwonnych, i nie ma czystych kart. Wszystkie już naznaczone piętnem istnienia, odsyłają do następnych, jeszcze bardziej znaczących.
Labirynty myśli.
Niepokojących.
Zakamarków umysłu, gdzie nic i nikt kurzu nie wyciera.
Stoję
czekam
na zewnątrz.
Skupiam się na tym co we mnie, by za chwilę ruszyć dalej.
Dzika narośl.
To co we mnie narosło i to co obumarło.
Nonsens.
Trzeba będzie wyjechać na jakiś czas.

Myślałam o tym długo. Przez te wszystkie naiwne historyjki w jakich brałam udział. Oczekiwania i powroty, wielkie rozkminy, po prostu pierdoły, trele morele.
I już wiem. To wszystko było do przewidzenia. Tacy ludzie przyciągają się.
Ona jest krzywym odbiciem mnie, tworem jeszcze bardziej groteskowym i postrzępionym. Jest taka jak ja, tyle, że postępuje inaczej.
Nie potrafię (już) spojrzeć na nią w sposób przejrzysty i życzliwy.
I nie chcę.

Mamy po 20 lat.
Czy to nie zabawne...

Patrzeć jak deszcz odbija się od dna.

kombajn
Najgorsze jest to
udawanie
jej
Udawanie
się
(donikąd)
i nie ja jestem tu biletem powrotnym
tak myślę
że nawet nie muszę się w tym upewniać


Dynamit dynamit dynamit!

Na moim języku jest gorzki smak szyderstw, które nikną zanim ktoś zdecydował by się je odczytać. Jestem bezkarna, co mnie drażni, bo sama będę musiała się (po) wstrzymywać.

(Lub też nie).

czwartek, 3 czerwca 2010

czerwiec

aaa wszystko to jest identycznie trwałe jaaaaak numer telefonu na pudełku zapałek aaa...

jest
nie ma
m
nic do powiedzenia
trzymam ręce w kieszeniach



aaa

poniedziałek, 17 maja 2010

.

Sekundowe delirium

Jest rozerwane.

Nigdy się nie zszyje.

Jest gigantyczny potwór
na nogach glinianych.


Jest zupa i mięso.

Są warzywa, kompot.


Marcin Świetlicki



rtt zrobiła sobie bana na banana, rtt już nie wróci, szuka innych, lepszych krain

sobota, 3 kwietnia 2010

milczenie

Za każdym razem, kiedy jakieś dziecko powie: „Nie wierzę we wróżki”, jedna wróżka umiera.

piątek, 26 marca 2010

26 marca 10:45

Jeśli to zwycięstwo to kosztem czegoś. Zbyt to się stało "widowiskowe", choć miało być niewidzialne. A to za sprawą moich głupstw. Jedyne co można powiedzieć (wydaję mi się, że nic) to trudno. Trzeba iść dalej z wiosną. O tyle zajebiście, że to już wiosna. Wiosna dziś będzie stuprocentowa. Zobaczymy co z tego wyniknie. Te głupie wiosenne kwiaty zapadają w pamięć bardzo głęboko. Nie dają tak łatwo o sobie zapomnieć.


Wczorajszy dzień to multum dziwnych motywów.
Pan który zaczął wyjmować przytulaki z reklamówki proszę dla Ciebie truskawka, a może króliczka i tak z piętnaście dziwacznych zabawek, i śpiewać stare piosenki. Dalej inwalida, który do tego tańczył ( słowo daje tańczył o kulach, wywijał bansy jakoś tam) i jeszcze jakaś babeczka zaczęła przytulać tego śpiewającego od miśków. Żul party yeaaaaaath^^D dostał pikach-tu, z którym się już nie rozstaje, dzisiaj zabierze go do fu fu. Chineczka i jej zdziwienie wyrażone w piskliwym " pikaczjjjuuu?". Wcześniej koleś, który szedł przez całą ulice i śpiewał, coś chyba " jestem żołnierzem narodu" i inne. Drech, który darł się na swojego psa, boksera, że mu łeb upierdoli o_O inne akcje. Sama masakra, ale raczej pozytywnie.
To mnie interesuje.
Zastanawiam się skąd się biorą takie dziwne dni, wariackie wręcz.
Z drugiej strony ciągle coś się dzieje, tyle tylko trzeba jeszcze zauważyć.
Akurat zwrócić na to uwagę, będąc przy tym w odpowiednim miejscu i czasie.

sobota, 13 marca 2010

04:50

W życiu chciała bym pisać.
Nauczę się.
Trzymam w sobie te wszystkie historie wprost nie do opisania.
Odkładam je na ten czas spełnienia.
Pisania i patrzenia.

piątek, 12 marca 2010

zanim

A tu już yapa
spędzę przed odbiornikiem
na spontan nie styknie
ostatni raz!

potem będzie chleb ze smalcem i z ogórkiem kisz
za rok
będzie
będzie

- Zanim ciemność przykryje dzień?
Zanim coś zdarzy się?
- Nie żal się więcej. Bądź jaki tylko chcesz!

środa, 10 marca 2010

wtorek, 2 marca 2010

punkt siedzenia od punktu widzenia

ani miłośnikiem ani szaleńcem po prostu lubię się
usprawiedliwiać
przeciągam do ostatniej te których nie chcę
jednak może to jest do chwili po
czy już po
mniej gdyby mniej po we mnie
więcej było by przede mną
życie*
ruchome obrazki
niedostrzegania i mrugnięcia

idzie wiosna

gdy jest ciepło rzeczy ludzie i zdarzenia wydają się bardziej przystępne
nawet jeśli to się skończy zawsze jest gdzieś indziej
żałuję tylko, że przemieszczanie jest takie trudne
ograniczenia
ludzie sami sobie nadają te ograniczenia, a kiedy już chcą odejść
i nie mogą wydrapują sobie oczy
korzenie
pragnienie korzeni
tęsknota do korzeni
pytanie o korzenie
nienawiść do własnych korzeni
a może brak korzeni
podlewaj gołą czarną ziemię
zobaczymy co z tego wyrośnie


wąż zrzuca swoją skórę
zostawia ją
a ty tryskasz jadem
bo niesiesz wszystko
co za tobą

i więcej


nie wyobrażam sobie bycia starą
i zgorzkniałą
przede wszystkim
boję się bycia
włoskim orzechem

są ludzie młodzi i zgorzkniali
to zawsze boli mnie najbardziej

* zespół wzajemnie się podtrzymujących procesów metabolicznych zachodzących w organizmie żywym lub jego poszczególnych częściach. Istotną cechą życia, wywodzącą się z natury procesów metabolicznych, jest zdolność organizmów żywych do utrzymania wyższego poziomu uporządkowania, a więc niższej entropii niż otoczenie, kosztem zużycia energii.

Wikipedia

wolna encyklopedia

buahahaha!

czwartek, 25 lutego 2010

02:59

kradną jabłka z drzew
lato kończy się
kasztany gniją
pada śnieg

dziadek głaszczę m nie

i niby
ktoś fizycznie cały czas jest z nami
niebo pokazuje nam palcami i...

to tylko...

Dynamit!
Dynamit!
Dynamit!
wypadły mi wszystkie palce
ty zbierasz je
ja przepraszam
roztargniona
speszona
swoja
gubiąca każdy krok




środa, 24 lutego 2010

przypowieść bufetowa

Gdy za każdym razem, kiedy prosisz o sam ketchup dostajesz majonez.
Czas się uśmiechnąć i iść dalej.

Przebiśniegi śpią.
Pojawiają się zawsze gdy chcą, choć ktoś na nie czeka...
Kiedy chcą zawsze jest za późno, zawsze jest za trudno, trzeba strzelić focha.
A przecież kiedy chcą, może to jest właśnie kiedy potrafią.
Nie pomogę jej, musiała bym najpierw pomóc sobie.
Nie pomogę sobie, bo nie umiem pomóc jej.

Zasłuchuję się w Tori Amos.

Śmieszy mnie udawanie bycia idealnym.
Śmieszą mnie autoprezentacje.
Śmieszy mnie słowo ja JA ja JA mój i moje, powtarzane zbyt często.
Śmieszy mnie niekonsekwencja, choć mam świadomość, że to ja jestem jej główną wyznawczynią.

Po za tym najbardziej śmieszy mnie to, że sama świadomie wybieram to sobie,
moje porażki.

jeszcze chwila

przypływ odpływ
wdech i wydech

śpij spokojnie

niedziela, 21 lutego 2010

Od stania w miejscu niejeden już zginął, Niejeden zginął już świat!

Za chwilę wszystko się okaże. Ćma jest coraz bliżej świecy.
Nic z tego nie będzie. Puste hasła. Nieme słowa z moich mokrych ust. Dziś szłam i patrzyłam. Brakowało mi patrzenia. W moich czterech plastycznych ścianach zapominałam widzieć. Kiedy idzie wiosna chcę mi się żyć. Napotykam cel w martwych oczach pani z pieskiem, obracającej w ręku szkło. Napotykam cel w żałosnym zastyganiu, na chwilę, czy na zawsze...

NA NIBY.

niedziela, 14 lutego 2010

dziko jest dziko

Wszystkie rzeczy, o których myślę, że w jakiś sposób określają mnie, że są moje moje, gubię. To jest nauczka, że nie powinnam przywiązywać się do rzeczy.
Nie rozumiem. Im bardziej coś stanowi dla mnie jakąś wartość tym pewniej, że w jakiś głupi sposób, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach przepadnie gdzieś. GDZIEŚ. W pewnym momencie nasze przeznaczenie mija się ze sobą i zostaje śmieszne pytanie po co to w ogóle?

To co czuję ostatnio to przede wszystkim śmieszność.

Zawsze myślałam, że jestem choć trochę wykrzyknikiem. Mieszczę się ledwo co w nawiasie.


Ten wolontariat w charlie na który tak liczyłam okazał się wielką dziecinadą, kiepską imitacją zabawy w harcerstwo. Na drugiej części spotkania usiedliśmy w kółeczku i mieliśmy mówić czym jest miłość (z okazji walentynek najwyraźniej) Buahahaha! Czułam się gorzej niż na treningu kreatywności, czy w jakiejś grupie wsparcia. Kosmos.

Dziko jest zawieść kogoś i być zawiedzionym przez niego, bo się go zawiodło...

czwartek, 11 lutego 2010

wiedziałam zawsze, dowiedziałam się dzisiaj

to to i to, i
nie ma
rum wypity rum rozlany wsiąknięty nieogarnięty
oddalony
odlegly
oddany
w zastaw za paczkę
żelków

w świetle hipermarketów
jarzeniowych
wydartych
ze mnie
szklanek oczu
oczu szklanych
nie będzie więcej nie będzie...
promocji na folie
aluminiowa
buahahaha


więc to już
wszystko

tak to już wszystko...

czujesz się jak głuchoniemy banan w programie jaka to melodia?

niedziela, 7 lutego 2010

pobożne życzenia/ wyzwanie?

Dwaj mnisi, jeden stary a drugi bardzo młody,
wracali błotnistą leśną ścieżką do swego klasztoru w Japonii.
Podeszli do ślicznej kobiety,
która stała bezradnie na brzegu mulistego,
szybko płynącego strumienia


Widząc, że jest w potrzebie,
starszy mnich wziął ją na ręce i przeniósł przez wodę.
Ona uśmiechała się do niego,
oplatając ramionami jego szyję,
aż on delikatnie postawił ją na drugim brzegu.
Kobieta podziękowała,
skłoniła się,
a mnisi w ciszy podążyli w dalszą drogę.

Kiedy zbliżali się do bram klasztoru,
młody mnich nie mógł już dłużej wytrzymać.

– Jak mogłeś brać w ramiona piękną kobietę? – wybuchnął – Takie zachowanie nie przystoi mnichowi!

Stary mnich popatrzył na towarzysza podróży i odparł:

– Ja zostawiłem ją na brzegu. A ty nadal ją niesiesz.

Uwolnij przeszłość, pozwól jej odejść.
Bierz życie takim jakim jest,
nie potępiaj się ani nie obwiniaj.
Zachowaj umiar we wszystkim,
spokój i świadomość w działaniu.
Bądź wolny.

wtorek, 26 stycznia 2010

01:38

To nie jest tak, że nigdy nie jestem szczęśliwa. Ale wtedy mnie tu nie ma, nie piszę. Wtedy jestem gdzieś zupełnie indziej, ciągle w ruchu, rozgadana, rozpaplana i wśród ludzi. Idę szybkim, niedbałym krokiem i puszczam mydlane bańki. Choć wmawiam sobie, że na nic nie czekam, to kiedy przyjdzie słońce może przyniesie odwilż. Kiedy ktoś rzuca Ci wyzwanie prosto w twarz, automatycznie ją odzyskujesz, to jest twoja twarz i twoje...
wyzwanie.

26.01.10 00:57

Nie wypływam na zewnątrz. Duszę się w sobie od przebudzenia do zaśnięcia. Nienawidzę po czubki palców, od początku mnie i do końca, długo, nieustannie, bezlitośnie, ciągle.
Prawidłowo i należycie, a przede wszystkim machinalnie wykonuję swoje polecenia, dane mi nie wiadomo skąd, pewnie przez jakiś jebany porządek wszechświata. Odgrywam swoją efemeryczną rólkę. Poruszam pionkiem, nie widzę co jest przede mną, nie wiem co było, to za mną, pamiętam, ale zdarzenia i ludzie tracą swoje znaczenia, zostają tylko te silne, najgłębsze. Reszta umyka, gdzieś we mgle, gubi swoje kształty, moje uczucia gasną. Z każdym powrotem czuję, że jestem coraz dalej. Nie wiem skąd wracam.
Wracam by nie sprawić nikomu przykrości, z poczucia winy, obowiązku...
Wracam do świata w którym choć wszystko się porusza dla mnie jest martwe.