kradną jabłka z drzew
lato kończy się
kasztany gniją
pada śnieg
dziadek głaszczę m nie
i niby
ktoś fizycznie cały czas jest z nami
niebo pokazuje nam palcami i...
to tylko...
Dynamit!
Dynamit!
Dynamit!
wypadły mi wszystkie palce
ty zbierasz je
ja przepraszam
roztargniona
speszona
swoja
gubiąca każdy krok
czwartek, 25 lutego 2010
środa, 24 lutego 2010
przypowieść bufetowa
Gdy za każdym razem, kiedy prosisz o sam ketchup dostajesz majonez.
Czas się uśmiechnąć i iść dalej.
Przebiśniegi śpią.
Pojawiają się zawsze gdy chcą, choć ktoś na nie czeka...
Kiedy chcą zawsze jest za późno, zawsze jest za trudno, trzeba strzelić focha.
A przecież kiedy chcą, może to jest właśnie kiedy potrafią.
Nie pomogę jej, musiała bym najpierw pomóc sobie.
Nie pomogę sobie, bo nie umiem pomóc jej.
Zasłuchuję się w Tori Amos.
Śmieszy mnie udawanie bycia idealnym.
Śmieszą mnie autoprezentacje.
Śmieszy mnie słowo ja JA ja JA mój i moje, powtarzane zbyt często.
Śmieszy mnie niekonsekwencja, choć mam świadomość, że to ja jestem jej główną wyznawczynią.
Po za tym najbardziej śmieszy mnie to, że sama świadomie wybieram to sobie,
moje porażki.
jeszcze chwila
przypływ odpływ
wdech i wydech
śpij spokojnie
Czas się uśmiechnąć i iść dalej.
Przebiśniegi śpią.
Pojawiają się zawsze gdy chcą, choć ktoś na nie czeka...
Kiedy chcą zawsze jest za późno, zawsze jest za trudno, trzeba strzelić focha.
A przecież kiedy chcą, może to jest właśnie kiedy potrafią.
Nie pomogę jej, musiała bym najpierw pomóc sobie.
Nie pomogę sobie, bo nie umiem pomóc jej.
Zasłuchuję się w Tori Amos.
Śmieszy mnie udawanie bycia idealnym.
Śmieszą mnie autoprezentacje.
Śmieszy mnie słowo ja JA ja JA mój i moje, powtarzane zbyt często.
Śmieszy mnie niekonsekwencja, choć mam świadomość, że to ja jestem jej główną wyznawczynią.
Po za tym najbardziej śmieszy mnie to, że sama świadomie wybieram to sobie,
moje porażki.
jeszcze chwila
przypływ odpływ
wdech i wydech
śpij spokojnie
niedziela, 21 lutego 2010
Od stania w miejscu niejeden już zginął, Niejeden zginął już świat!
Za chwilę wszystko się okaże. Ćma jest coraz bliżej świecy.
Nic z tego nie będzie. Puste hasła. Nieme słowa z moich mokrych ust. Dziś szłam i patrzyłam. Brakowało mi patrzenia. W moich czterech plastycznych ścianach zapominałam widzieć. Kiedy idzie wiosna chcę mi się żyć. Napotykam cel w martwych oczach pani z pieskiem, obracającej w ręku szkło. Napotykam cel w żałosnym zastyganiu, na chwilę, czy na zawsze...
NA NIBY.
Nic z tego nie będzie. Puste hasła. Nieme słowa z moich mokrych ust. Dziś szłam i patrzyłam. Brakowało mi patrzenia. W moich czterech plastycznych ścianach zapominałam widzieć. Kiedy idzie wiosna chcę mi się żyć. Napotykam cel w martwych oczach pani z pieskiem, obracającej w ręku szkło. Napotykam cel w żałosnym zastyganiu, na chwilę, czy na zawsze...
NA NIBY.
niedziela, 14 lutego 2010
dziko jest dziko
Wszystkie rzeczy, o których myślę, że w jakiś sposób określają mnie, że są moje moje, gubię. To jest nauczka, że nie powinnam przywiązywać się do rzeczy.
Nie rozumiem. Im bardziej coś stanowi dla mnie jakąś wartość tym pewniej, że w jakiś głupi sposób, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach przepadnie gdzieś. GDZIEŚ. W pewnym momencie nasze przeznaczenie mija się ze sobą i zostaje śmieszne pytanie po co to w ogóle?
To co czuję ostatnio to przede wszystkim śmieszność.
Zawsze myślałam, że jestem choć trochę wykrzyknikiem. Mieszczę się ledwo co w nawiasie.
Ten wolontariat w charlie na który tak liczyłam okazał się wielką dziecinadą, kiepską imitacją zabawy w harcerstwo. Na drugiej części spotkania usiedliśmy w kółeczku i mieliśmy mówić czym jest miłość (z okazji walentynek najwyraźniej) Buahahaha! Czułam się gorzej niż na treningu kreatywności, czy w jakiejś grupie wsparcia. Kosmos.
Dziko jest zawieść kogoś i być zawiedzionym przez niego, bo się go zawiodło...
Nie rozumiem. Im bardziej coś stanowi dla mnie jakąś wartość tym pewniej, że w jakiś głupi sposób, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach przepadnie gdzieś. GDZIEŚ. W pewnym momencie nasze przeznaczenie mija się ze sobą i zostaje śmieszne pytanie po co to w ogóle?
To co czuję ostatnio to przede wszystkim śmieszność.
Zawsze myślałam, że jestem choć trochę wykrzyknikiem. Mieszczę się ledwo co w nawiasie.
Ten wolontariat w charlie na który tak liczyłam okazał się wielką dziecinadą, kiepską imitacją zabawy w harcerstwo. Na drugiej części spotkania usiedliśmy w kółeczku i mieliśmy mówić czym jest miłość (z okazji walentynek najwyraźniej) Buahahaha! Czułam się gorzej niż na treningu kreatywności, czy w jakiejś grupie wsparcia. Kosmos.
Dziko jest zawieść kogoś i być zawiedzionym przez niego, bo się go zawiodło...
czwartek, 11 lutego 2010
wiedziałam zawsze, dowiedziałam się dzisiaj
to to i to, i
nie ma
rum wypity rum rozlany wsiąknięty nieogarnięty
oddalony
odlegly
oddany
w zastaw za paczkę
żelków
w świetle hipermarketów
jarzeniowych
wydartych
ze mnie
szklanek oczu
oczu szklanych
nie będzie więcej nie będzie...
promocji na folie
aluminiowa
buahahaha
więc to już
wszystko
tak to już wszystko...
czujesz się jak głuchoniemy banan w programie jaka to melodia?
nie ma
rum wypity rum rozlany wsiąknięty nieogarnięty
oddalony
odlegly
oddany
w zastaw za paczkę
żelków
w świetle hipermarketów
jarzeniowych
wydartych
ze mnie
szklanek oczu
oczu szklanych
nie będzie więcej nie będzie...
promocji na folie
aluminiowa
buahahaha
więc to już
wszystko
tak to już wszystko...
czujesz się jak głuchoniemy banan w programie jaka to melodia?
niedziela, 7 lutego 2010
pobożne życzenia/ wyzwanie?
Dwaj mnisi, jeden stary a drugi bardzo młody,
wracali błotnistą leśną ścieżką do swego klasztoru w Japonii.
Podeszli do ślicznej kobiety,
która stała bezradnie na brzegu mulistego,
szybko płynącego strumienia
wracali błotnistą leśną ścieżką do swego klasztoru w Japonii.
Podeszli do ślicznej kobiety,
która stała bezradnie na brzegu mulistego,
szybko płynącego strumienia
Widząc, że jest w potrzebie,
starszy mnich wziął ją na ręce i przeniósł przez wodę.
Ona uśmiechała się do niego,
oplatając ramionami jego szyję,
aż on delikatnie postawił ją na drugim brzegu.
Kobieta podziękowa
skłoniła się,
a mnisi w ciszy podążyli w dalszą drogę.
Kiedy zbliżali się do bram klasztoru,
młody mnich nie mógł już dłużej wytrzymać.
– Jak mogłeś brać w ramiona piękną kobietę? – wybuchnął – Takie zachowanie nie przystoi mnichowi!
Stary mnich popatrzył na towarzysza podróży i odparł:
– Ja zostawiłem ją na brzegu. A ty nadal ją niesiesz.
Uwolnij przeszłość
Bierz życie takim jakim jest,
nie potępiaj się ani nie obwiniaj.
Zachowaj umiar we wszystkim,
spokój i świadomość w działaniu.
Bądź wolny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)