środa, 17 listopada 2010

złamana granica

Widzę jak spadają w przepaść
Zawsze te które kocham
Wybierają łatwiejsze rozwiązania
Nieistniejące krainy
Jak bronią się przed prawdą
Wybierają iluzję
a ja jestem na granicy chaosu szaleństwa i trzeźwości umysłu z dobrze rozwinięta intuicją i czujnym okiem, tak by móc to zobaczyć, przewidzieć, zrozumieć
a jednocześnie zupełnie bezsilna
Zawsze pomiędzy, z boku, na zewnątrz
Jeszcze nie tam i wcale nie tutaj
Już się nie łudzę
niczym
nie szukam szans
Karty nierówno rozdane
i porozrzucane przez wiatr
Nie ma przypadków
Przychodzi zwątpienie totalne

Czytałam te posty, są praktycznie o tym samym
Nie potrafię powiedzieć czy się zmieniłam
Nie umiem tego zatrzymać

niskie loty
to są bardzo niskie loty
w przepaść

boli mnie patrzenie


Kołysanka

śpij; w ciszy, w cieniu sinym śpij,
śpij w ciepłym ciele nieba o siwej godzinie
świtu, szarego świergotu,

śpij, stół przy oknie nasiąkł krwią
pod białym plasterkiem kartki, którą wczoraj
pokryłeś literami okrągłymi

śpij, nie budź się, świergocze świt
i szary szum sitowia szepcze cicho:
śpij, w śnie się schowaj, umilknij przed
mroźną zawieją ciał jak ty skulonych,
którym ze skroni spływa nikła nitka krwi,

uciekaj za zamknięte
okiennice oczu
(nie ty będziesz zasuwać ich powieki,
śpij),
skryj się za drzwiami
uchylonych ust
(nie ty będziesz im szczęki podwiązywać,
śpij),
schroń się za ścianę
rozgrzanej pościeli
(nie ty masz ich nakrywać prześcieradłem),

śpij, w ciszy, w świetle ostrym śpij,
ze stołu krew spłynęła, lśnią czarne promienie
okrągłych liter, zwrócone do wewnątrz;
w te kolczaste obroże pora wcisnąć szyję,
musisz już wstać

Stanisław Barańczak


w nieistniejących krainach jest wiele rzek
(w żyłach płynie konfident)


idę i będę szła
z wyprostowanymi plecami
wybieram ból
(istnienie)
przychodzi
przechodzi
rozkłada się na ilość dni
pusty mętny wzrok

mogła bym
w tym trwać
popłynąć
odurzyć się
kłamstwem

zamiast
pójdę przed
siebie
dalej
w sobie
sobą

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz