środa, 24 lutego 2010

przypowieść bufetowa

Gdy za każdym razem, kiedy prosisz o sam ketchup dostajesz majonez.
Czas się uśmiechnąć i iść dalej.

Przebiśniegi śpią.
Pojawiają się zawsze gdy chcą, choć ktoś na nie czeka...
Kiedy chcą zawsze jest za późno, zawsze jest za trudno, trzeba strzelić focha.
A przecież kiedy chcą, może to jest właśnie kiedy potrafią.
Nie pomogę jej, musiała bym najpierw pomóc sobie.
Nie pomogę sobie, bo nie umiem pomóc jej.

Zasłuchuję się w Tori Amos.

Śmieszy mnie udawanie bycia idealnym.
Śmieszą mnie autoprezentacje.
Śmieszy mnie słowo ja JA ja JA mój i moje, powtarzane zbyt często.
Śmieszy mnie niekonsekwencja, choć mam świadomość, że to ja jestem jej główną wyznawczynią.

Po za tym najbardziej śmieszy mnie to, że sama świadomie wybieram to sobie,
moje porażki.

jeszcze chwila

przypływ odpływ
wdech i wydech

śpij spokojnie

3 komentarze: