Po zdjęciu czarnych okularów
ten świat przerażający jest tym bardziej.
Prawdziwy jest. Właściwe barwy
wpełzają we właściwe miejsca.
Wąż ślizga się po wszystkim, co napotka.
Właśnie nas dotknął.
Niczego o nas nie ma w Konstytucji.
Śnieg spadnie i zakryje wszystko.
Na razie widać jednak miasto
- czarną kość rozjaśnioną niekiedy światłami
maleńkich samochodów, usiadłem wysoko
i patrzę. Wieczór. Już zamknięte
wszystkie wesołe miasteczka.
Niczego o nas nie ma w Konstytucji.
Po zdjęciu czarnych okularów
ten świat przerażający jest tym bardziej.
Szedł z nami pies i śmierdział. Wszystkie dokumenty
uległy rozkładowi. Wszystko, co kochałem,
uległo rozkładowi. Jestem zdrów i cały.
Pod wulkanem
urodziło się
DZIECKO!
Marcin Świetlicki
Pod wulkanem
środa, 24 listopada 2010
Śnieg spadnie i zakryje wszystko.
poniedziałek, 22 listopada 2010
ręce masz zajęte milczeniem
,,piszemy do siebie. dziwne to pisanie, bo ręce masz zajęte
milczeniem. pokój twój taki mały i cichy, że nawet
kołowanie gwiazd słychać. ostatnio, kiedy cię widziałam,
karmiłeś sobą ptaki. wszystko już zaszło rdzą, przeszło;
mgła, tynk i powietrze. tylko oczy, jak sód świecąc, biegną
po Czarnej Przemszy. nie Odrze. rozgałęzią się, rozpędzą
w ogień. zbledną.
trzeci miesiąc podnoszę spadające ptaki. pod dno
schodzę. przesuwam trawniki. wyświecam się. krwawię."
Wojaczek
milczeniem. pokój twój taki mały i cichy, że nawet
kołowanie gwiazd słychać. ostatnio, kiedy cię widziałam,
karmiłeś sobą ptaki. wszystko już zaszło rdzą, przeszło;
mgła, tynk i powietrze. tylko oczy, jak sód świecąc, biegną
po Czarnej Przemszy. nie Odrze. rozgałęzią się, rozpędzą
w ogień. zbledną.
trzeci miesiąc podnoszę spadające ptaki. pod dno
schodzę. przesuwam trawniki. wyświecam się. krwawię."
Wojaczek
środa, 17 listopada 2010
złamana granica
Widzę jak spadają w przepaść
Zawsze te które kocham
Wybierają łatwiejsze rozwiązania
Nieistniejące krainy
Jak bronią się przed prawdą
Wybierają iluzję
a ja jestem na granicy chaosu szaleństwa i trzeźwości umysłu z dobrze rozwinięta intuicją i czujnym okiem, tak by móc to zobaczyć, przewidzieć, zrozumieć
a jednocześnie zupełnie bezsilna
Zawsze pomiędzy, z boku, na zewnątrz
Jeszcze nie tam i wcale nie tutaj
Już się nie łudzę
niczym
nie szukam szans
Karty nierówno rozdane
i porozrzucane przez wiatr
Nie ma przypadków
Przychodzi zwątpienie totalne
Czytałam te posty, są praktycznie o tym samym
Nie potrafię powiedzieć czy się zmieniłam
Nie umiem tego zatrzymać
niskie loty
to są bardzo niskie loty
w przepaść
boli mnie patrzenie
Kołysanka
śpij; w ciszy, w cieniu sinym śpij,
śpij w ciepłym ciele nieba o siwej godzinie
świtu, szarego świergotu,
śpij, stół przy oknie nasiąkł krwią
pod białym plasterkiem kartki, którą wczoraj
pokryłeś literami okrągłymi
śpij, nie budź się, świergocze świt
i szary szum sitowia szepcze cicho:
śpij, w śnie się schowaj, umilknij przed
mroźną zawieją ciał jak ty skulonych,
którym ze skroni spływa nikła nitka krwi,
uciekaj za zamknięte
okiennice oczu
(nie ty będziesz zasuwać ich powieki,
śpij),
skryj się za drzwiami
uchylonych ust
(nie ty będziesz im szczęki podwiązywać,
śpij),
schroń się za ścianę
rozgrzanej pościeli
(nie ty masz ich nakrywać prześcieradłem),
śpij, w ciszy, w świetle ostrym śpij,
ze stołu krew spłynęła, lśnią czarne promienie
okrągłych liter, zwrócone do wewnątrz;
w te kolczaste obroże pora wcisnąć szyję,
musisz już wstać
Stanisław Barańczak
w nieistniejących krainach jest wiele rzek
(w żyłach płynie konfident)
idę i będę szła
z wyprostowanymi plecami
wybieram ból
(istnienie)
przychodzi
przechodzi
rozkłada się na ilość dni
pusty mętny wzrok
mogła bym
w tym trwać
popłynąć
odurzyć się
kłamstwem
zamiast
pójdę przed
siebie
dalej
w sobie
sobą
Zawsze te które kocham
Wybierają łatwiejsze rozwiązania
Nieistniejące krainy
Jak bronią się przed prawdą
Wybierają iluzję
a ja jestem na granicy chaosu szaleństwa i trzeźwości umysłu z dobrze rozwinięta intuicją i czujnym okiem, tak by móc to zobaczyć, przewidzieć, zrozumieć
a jednocześnie zupełnie bezsilna
Zawsze pomiędzy, z boku, na zewnątrz
Jeszcze nie tam i wcale nie tutaj
Już się nie łudzę
niczym
nie szukam szans
Karty nierówno rozdane
i porozrzucane przez wiatr
Nie ma przypadków
Przychodzi zwątpienie totalne
Czytałam te posty, są praktycznie o tym samym
Nie potrafię powiedzieć czy się zmieniłam
Nie umiem tego zatrzymać
niskie loty
to są bardzo niskie loty
w przepaść
boli mnie patrzenie
Kołysanka
śpij; w ciszy, w cieniu sinym śpij,
śpij w ciepłym ciele nieba o siwej godzinie
świtu, szarego świergotu,
śpij, stół przy oknie nasiąkł krwią
pod białym plasterkiem kartki, którą wczoraj
pokryłeś literami okrągłymi
śpij, nie budź się, świergocze świt
i szary szum sitowia szepcze cicho:
śpij, w śnie się schowaj, umilknij przed
mroźną zawieją ciał jak ty skulonych,
którym ze skroni spływa nikła nitka krwi,
uciekaj za zamknięte
okiennice oczu
(nie ty będziesz zasuwać ich powieki,
śpij),
skryj się za drzwiami
uchylonych ust
(nie ty będziesz im szczęki podwiązywać,
śpij),
schroń się za ścianę
rozgrzanej pościeli
(nie ty masz ich nakrywać prześcieradłem),
śpij, w ciszy, w świetle ostrym śpij,
ze stołu krew spłynęła, lśnią czarne promienie
okrągłych liter, zwrócone do wewnątrz;
w te kolczaste obroże pora wcisnąć szyję,
musisz już wstać
Stanisław Barańczak
w nieistniejących krainach jest wiele rzek
(w żyłach płynie konfident)
idę i będę szła
z wyprostowanymi plecami
wybieram ból
(istnienie)
przychodzi
przechodzi
rozkłada się na ilość dni
pusty mętny wzrok
mogła bym
w tym trwać
popłynąć
odurzyć się
kłamstwem
zamiast
pójdę przed
siebie
dalej
w sobie
sobą
piątek, 12 listopada 2010
13 listopada
moje dłonie
mówią mi wiele
o tym kim
nie jestem
i nigdy nie będę
poranki
ból
nieunikniony?
- można przespać
mówią mi wiele
o tym kim
nie jestem
i nigdy nie będę
poranki
ból
nieunikniony?
- można przespać
niedziela, 7 listopada 2010
sobota, 6 listopada 2010
Żarty, żarciki, człowiek demolka i leady destrukcja
Chroniczny brak perspektyw.
I święty Juda tu nie pomoże:P
Umierać i zmartwychwstawać kilka razy w tygodniu to jest na prawdę męczące.
Się kręci męci!
Obracam to wszytko w żart i jest dobrze.
Pytanie.
Gdy żarty kończą się.
Co pozostaje?
Już nie De.
Dynamit, Domestos kończy się!
Dużo de do (de)du...kuje nie stosuje D.
targana sobą
jesiennie
promiennie
nigdy człowiek nie jest tak wielki jak wtedy gdy klęczy
Monika Lewinsky
Ołówkiem zapisuje ( jak co zawsze można wymazać)
niedbale słowo nowe me i to nie na de i do D też nie!
pokora.
I święty Juda tu nie pomoże:P
Umierać i zmartwychwstawać kilka razy w tygodniu to jest na prawdę męczące.
Się kręci męci!
Obracam to wszytko w żart i jest dobrze.
Pytanie.
Gdy żarty kończą się.
Co pozostaje?
Już nie De.
Dynamit, Domestos kończy się!
Dużo de do (de)du...kuje nie stosuje D.
targana sobą
jesiennie
promiennie
nigdy człowiek nie jest tak wielki jak wtedy gdy klęczy
Monika Lewinsky
Ołówkiem zapisuje ( jak co zawsze można wymazać)
niedbale słowo nowe me i to nie na de i do D też nie!
pokora.
Subskrybuj:
Posty (Atom)