Wszystkie rzeczy, o których myślę, że w jakiś sposób określają mnie, że są moje moje, gubię. To jest nauczka, że nie powinnam przywiązywać się do rzeczy.
Nie rozumiem. Im bardziej coś stanowi dla mnie jakąś wartość tym pewniej, że w jakiś głupi sposób, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach przepadnie gdzieś. GDZIEŚ. W pewnym momencie nasze przeznaczenie mija się ze sobą i zostaje śmieszne pytanie po co to w ogóle?
To co czuję ostatnio to przede wszystkim śmieszność.
Zawsze myślałam, że jestem choć trochę wykrzyknikiem. Mieszczę się ledwo co w nawiasie.
Ten wolontariat w charlie na który tak liczyłam okazał się wielką dziecinadą, kiepską imitacją zabawy w harcerstwo. Na drugiej części spotkania usiedliśmy w kółeczku i mieliśmy mówić czym jest miłość (z okazji walentynek najwyraźniej) Buahahaha! Czułam się gorzej niż na treningu kreatywności, czy w jakiejś grupie wsparcia. Kosmos.
Dziko jest zawieść kogoś i być zawiedzionym przez niego, bo się go zawiodło...
niedziela, 14 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz