czwartek, 26 lipca 2012

złe sny

BEZ TYTUŁU III

w ten sposób rozpisać można wszystko w mieście
zanosi się na deszcz, wróżę to z jaskółek,
śmiało pikujących między rozpędzone auta, nagłych
zbiorowisk na przystankach autobusów.

słońce prześwietla, razi ponad krawędzią dachów.
 jest coś niepokojącego w tym widoku. przedarty kadr,
sklejony na ślinę, która paruje w upale.

ludzie lepią się od powietrza, ich niezdarne ruchy
przypominają SEN: LEŻĘ SPARALIŻOWANA I CZUJĘ- KTOŚ ZŁY
TRZYMA WSKAZUJĄCY PALEC NA MOICH PLECACH.

CIAŁO FALUJE JAK CHOROBA, nienaturalne w odbiciach
ruszających autobusów, myślę, że pierwsza kropla
przyłożona do piasku jest bardziej święta niż suche
ciało boga na wilgotnym języku, teraz rozumiesz,

chłopczyku? jaskółko z pokruszoną kością.

Justyna Krawiec z tomiku "Chłód", lekko zdeformowany faliście wiersz.


1 komentarz:

  1. I rzeczywiście już pada. Ale ja lubię deszcz. Lubię burzę. Lubię patrzeć jak deszcz odbija się od DNA!

    OdpowiedzUsuń