niedziela, 28 września 2008

Huśtawki

Zacznę banalnie. Jest niedzielne, słoneczne popołudnie. Siedzę na ławce. Spoglądam na puste huśtawki i zjeżdżalnie, gołe drabinki, nieruchomą karuzelę. Co za fenomen, gdzie podziały się dzieci. Prawdę mówiąc chciałam żeby ich tu nie było.
Dwie puste huśtawki kołyszące się bezradnie, skąpane w słońcu niedzielnego popołudnia, gdzie żegna się lato i nadchodzi jesień. Ich cienie spacerują po piasku Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Myślę, że kołyszą je myśli człowiecze.
Huśtawka - każdy patrząc na nią może wpasować swój własny obraz tęsknoty, pragnień, złudzeń, marzeń i wspomnień, może posadzić tam kogo chce i zepchnąć go, gdy się rozmyśli, bo przecież ludzie się zmieniają. Właśnie na tym to polega. Świat to masa, a każdy przecież jest inny. Zawsze będzie kojarzyć się z nietrwałością linii papilarnych i trwałością metalowych łańcuchów, jakie ją tworzą. Zobaczysz ją za rok, za dwa, tę samą niepozorną, leniwie kołyszącą się na wietrze, ale już wtedy wszystko będzie inne i może inny Ty, jeśli zdołasz być. Nic bardziej złudnego niż powtarzalność. Nic nigdy już nie będzie takie same. Każda pieprzona jesień jest inna, choć wiesz, że za rok znów zapuka do Twych drzwi, wejdzie bez pozwolenia, kiedy tylko przekręcisz zamek, nawet nie zdarzysz zapytać kto to. Ona wprosi się do Twojego życia, które być może nie będzie miało nic wspólnego z tym aktualnym.

1 komentarz:

  1. Nie każdy jest z dynamitu.

    Żegnaj Agnieszko,
    na niedługo.

    chłopiec Michał

    OdpowiedzUsuń