wtorek, 4 listopada 2008

Może dostał, może...

Na niektóre momenty warto czekać cały rok. Październik zaserwował kilka takich pięknych chwil. Pomarańczowa trasa Kultu nie mogła nas ominąć. 24 zagrali w Łodzi. Było bosko, czyli w sumie nic nowego... 30 pojawiłyśmy się we Wrocławiu tym razem jako goście. Ma się siłę przebicia;p Mamy tyle siniaków, że wyglądamy jak biedronki. Hmm, ale warto było:) Kult, jak to Kult jak zwykle kultowo i nie ma co się tutaj rozpisywać. Kto był choć raz wie o co chodzi.
Do Łodzi zawitał również Kombajn do zbierania kur po wioskach. Czekałam, czekałam, aż w końcu mogłam ich usłyszeć, zobaczyć i poczuć. Aczkolwiek większa część publiczności stawiała zapewne na te dwa pierwsze, a przy najmniej takie sprawiała wrażenie. Siedzenie przy stoliku, kiedy gra zespół tak na energetyzowany emocjonalnie, żywy i jakby to zamknąć w jednym słowie rozpierdalający, uważam osobiście za nietakt. Szczerze się dziwiłam i zastanawiałam, jak właściwie tak można spokojnie siedzieć sobie, popijając piwko gadać ze znajomymi, lub stać nie ruchomo, gdy taka dawka energii miażdży powietrze. Bawiłam się świetnie. Kilku piosenek nie zagrali, ale przecież nie można mieć wszystkiego. Pokazali jeden nowy utwór.
Trochę odniosłam wrażenie, że niektórzy nie przyszli w celach artystycznych, poznawczych, lub też towarzyskich, lecz bardziej po to by się pokazać, by ich zobaczono, oglądano, czy tam co jeszcze. Myślę, że to ich problem. A koncert choć miał spore opóźnienie (ze względów technicznych) wypadł dobrze. I to lubię;) Czekam na następny...

1 komentarz:

  1. Napisałaś że niektórzy przyszli i siedzieli:) może po prostu byli tam przypadkiem a ta energia do nich nie dotarła xD

    OdpowiedzUsuń